Zazwyczaj książek o wampirach unikam jak ognia. Nie podoba mi się to, co współczesna literatura robi z tymi legendarnymi i groźnymi osobnikami, których jedynym hobby jest picie krwi niewinnych istot. Prawdziwy wampir nie ma skrupułów, jest silny, bezwzględny i niebezpieczny, nie to co te zniewieściałe, delikatne istotki żywiące się krwią zwierząt (wampiry wegetarianin? co za bzdura!)
"W pół drogi do grobu" wygrałam dawno, dawno temu w jednym z blogowych konkursów i do tej pory leżało spokojnie na mojej półce, czekając na bliżej nieokreślony termin. Skusiłam się na nią tylko dlatego, że akurat w tym momencie idealnie wpasowuje się w temat kilku wyzwań, w których właśnie biorę udział. O dziwo, chwil spędzonych z książką nie żałuję, ale też nie mam zamiaru sięgać po kontynuację serii.
"W pół drogi do grobu" wygrałam dawno, dawno temu w jednym z blogowych konkursów i do tej pory leżało spokojnie na mojej półce, czekając na bliżej nieokreślony termin. Skusiłam się na nią tylko dlatego, że akurat w tym momencie idealnie wpasowuje się w temat kilku wyzwań, w których właśnie biorę udział. O dziwo, chwil spędzonych z książką nie żałuję, ale też nie mam zamiaru sięgać po kontynuację serii.
